Może to trochę za wcześnie, żebym mogła dawać rady jak wstawać o 5 rano. Nie tylko z powodu wczesnej godziny, o której powstaje ten post, ale głównie faktu, że wstaję o 5-tej dopiero od 2 tygodni. Jednak wczesne wstawanie było w mojej głowie od lat. Bardzo długo trwało zanim stałam się na to gotowa. Mogę się więc podzilić tą ścieżką, którą przeszłam i wrażeniami z pierwszych tygodni.

Myśląc o sobie w przyszłości, zawsze widziałam siebie wstającą bardzo wcześnie rano. Z energią wyskakującą z łóżka i robiącą te wszystkie wspaniałe rzeczy, które szczęśliwy człowiek robi o tej porze (a tym bardziej zajęta mama trójki dzieci, której w ciągu dnia trudno czasem znaleźć dla siebie 5 minut). Widziałam jak zaczynam dzień od biegania, rozciągania albo innej fizycznej aktywności. Widziałam siebie medytującą, pijącą wodę, piszącą dziennik, planującą dzień, skupiającą się na sobie. To zawsze była dla mnie piękna wizja, wyczekiwana. Jednak z jakiegoś powodu nieosiągalna. Kilka razy próbowałam ale zawsze z niepowodzeniem. Sklejone oczy, marzenie o każdych 5 minutach utraconego snu, a potem kompletna niemoc już koło 9 rano.

Co się zmieniło?

Prawdopodobnie kilka rzeczy. Po pierwsze poczułam, że naprawdę potrzebuję tej chwili dla siebie. Że moje dni ostatnio zaczynają być chaotyczne i coraz mniej produktywne. Pomogłyby pewnie wakacje, ale to jest rozwiąznie, na które nie mogę sobie pozwolić w tym momencie. Potrzebuję czegoś, co będzie mnie wspierać na co dzień.

Postanowiłam też lepiej się tym razem do tego przygotować. Wcześniej myślałam, że wystarczy moje wewnętrzne postanowienie, plan zmiany nawyku czy wyzwanie, które sobie postawię. Ale to nie działało. Pomyślałam więc, że skoro tak wiele osób wstaje wcześnie rano, to na pewno mają jakieś swoje tricki i dzielą się radami jak to zrobić. Przeczytałam na początek książkę, którą znalazłam na Amazonie zupełnie za darmo: The 5 AM Club (autor: Michael Lombardi) oraz przesłuchałam odcinek podcastu z radami Mickeal’a Hyatt’a: How to become a morning person.

Przez ostatni okres czasu zauważyłam także, jak wiele osób, które obserwuję i które mnie inspirują przyznaje się do wczesnego wstawaniu i mówi o tym jak o jednym z najważniejszych czynników ich sukcesu. Świadomość tego, jaki wpływ wstawanie rano ma na życie ludzi, którzy osiągnęli to, do czego ja w pewnym sensie zmierzam, zadziałała na mnie bardzo motywująco. Jednocześnie pocieszający jest fakt, że nie ja jedyna wstaję o świcie :)

Ale co najciekawsze, ten trud i nieprzyjemności związane z wczesnym wstawaniem tym razem mnie nie dotknęły. Okazało się, że tego pocieszenia wcale nie potrzebuję, bo poranki nie są aż takim wyzwaniem. Dzięki zebranym przeze mnie radom oraz gotowości na tą zmianę raczej wyskakuję z łóżka – tak jak w moich marzeniach – niż cierpię i przeklinam budzik.

Dlatego, postanowiłam zebrać tutaj wszystkie te kroki, które mi pomogły. Jednak wiem, że każdy jest inny, więc jeśli masz też swoje najlepsze praktyki związane z wczesnym wstawaniem, podziel się proszę nimi w komentarzu. Dzięki temu, ten wpis ma szansę zainspirować i być praktycznym zbiorem pomysłów dla osób, które szukają swojego sposobu na cudowne poranki.

Jak z łatwością wstawać rano

Kluczowym elementem przygotowania do porannego wstawania było odpowiedzenie sobie na pytanie:

DLACZEGO chcę to robić? Jaki jest mój CEL?

W moim przypadku wczesne wstawanie kojarzy mi się z byciem odpowiedzialnym za swoje życie. Z siłą woli i poczuciem sprawczości. Chcę czuć, że to ja nadaję kierunek i podejmuję decyzje. Poranki to również czas, który ma być tylko dla mnie. Nie wstaję po to, żeby posprzątać w domu albo żeby pracować. Robię to dlatego, że potrzebuję momentu wytchnienia, natchnienia, ciszy i inspiracji. Chcę przygotować się do dnia, bo wierzę, że dzięki temu będzie on cały bardzo produktywny a ja będę w lepszym nastroju.

Wiadomo, że każdy człowiek ma jakąś określoną ilość snu, która jest dla niego optymalna. Ja, żeby czuć się wypoczętą potrzebuję spać 7 godzin. Dlatego kolejnym ważnym krokiem było ustalenie pory, o której muszę pójść do łóżka. Założyłam, że chcę wstawać o 5 rano. Dlatego optymalnie byłoby zasypiać o 22. I tak właśnie staram się kłaść do łóżka. Czasem leżę już chwilę przed dziesiątą. Ale czasami zdarzają mi się dni, kiedy kładę się później. Wtedy daję sobie dwie możliwości: albo śpię trochę dłużej, albo wstaję tak, jak zaplanowałam. Jednak w ciągu dnia planuję drzemkę i dosypiam te 20-30 minut.
Jeśli o mnie chodzi postanowiłam także na początek odpuścić sobie weekendy. Jeśli uda mi się położyc o 22 to super, ale jeśli mam ochotę posiedzeć dłużej, to to robię. Nie chcę czuć na sobie presji ani w jakikolwiek sposób udowadniać samej sobie, że poranne wstawanie to jedyna dobra droga.

Korzystam z aplikacji, która budzi mnie w odpowiedniej fazie snu. Ja używam Sleep Cycle, ale wiem, że jest ich dużo więcej. Dzięki temu wstaje mi się przyjemniej. Oznacza to też, że wstaję punkt 5 rano, tylko pomiędzy 4:45 a 5:15. Nie robię z tego problemu.

Nie korzystam z klasycznej funkcji drzemki, czyli możliwości kliknięcia w budzik, który zadzwoni ponownie za 10-15 minut. W mojej aplikacji jest możliwość ustawienia czegoś takiego, jak „inteligent snooze”, która budzi mnie delikatnie przez kilka minut. Ale zawsze wstaję maksymalnie 5 minut po pierwszym dzwonku budzika.

Dzwonek budzika musi być dla mnie przyjemny i delikatny. Głośne i nerwowe dźwięki od rana, po prostu psują mi dzień. Dlatego wybór dźwięku jest dla mnie kluczowy. Mój budzik to baaardzo cicha i przyjemna melodyjka z delikatnymi wibracjami telefonu.

Jak w pełni wykorzystać czas od rana

Najważniejsza rada jest taka, żeby poprzedniego wieczora szykować sobie to, czego będziemy potrzebowali od rana. Ja szykuję lunch do szkoły dla dzieci, ubrania dla nich i dla siebie oraz ich torby do szkoły. Ważne jest też dla mnie, żeby w kuchni zostawić porządek i pusty zlewozmywak. Jeśli mam konkretne plany na następny dzień, np. wiem, że po odwiezieniu rzeczy jadę coś zrobić to szykuję wszystko co będzie mi potrzebne.

Moją zasadą jest nie korzystanie w trakcie poranka z żadnych portali społecznościowych, ani nie sprawdzanie mejla. Te rozpraszacze mogą z powodzeniem zabrać cały mój cenny czas, a nie o to mi chodzi.

Pamiętam o moim celu i o tym, że jest to czas dla mnie. Nie poddaję się pokusom wstawienia prania, włączenia zmywarki, naszykowania ubrania, którego wieczorem nie naszykowałam. Zostawiam to na resztę poranka, który spędzam już z dziećmi. Koncentruję się na moich kilku punktach porannego rytuału, który według mnie, musi być bardzo prosty. Tak, aby od pierwszego poranka być w stanie go łatwo zapamiętać i powtarzać codziennie z „zamkniętymi oczami”.

Mój poranny rytuał

Najpierw odwiedzam łazienkę i się ubieram. Jeśli tego dnia mam jakieś spotkania poza domem, od razu się trochę do tego szykuję. Ewentualnie, zostawiam na później makijaż. Wiem, że jak wstaną dzieci nie będę już miała czasu kąpać się i przebierać, więc wolę to zrobić od razu. Ale pilnuję, żeby to nie zabrało z mojego poranka więcej niż 10 minut.

Idę do kuchni po szklankę wody i popijając robię 5 minutowe rozciąganie. Ćwiczę tak jak czuję, że potrzebuję, nie mam konkretnego zestawu. Czasem są to same skłony i przeciąganie się, czasem rozciągam kręgosłup. Totalnie poddaję się swojemu samopoczuciu. Do rozciągania dołączam energetyzujące techniki oddechowe, np. oddech ognia. Jeśli mam ochotę chwilę medytuję. Nie korzystam jednak z żadnej aplikacji, po prostu spędzam w ciszy kilka minut.

Potem siadam i piszę. Zaczynam od pisania odręcznie w dzienniku. Później, jeśli wystarczy mi czasu, zaczynam blogowy post albo tekst, którego akurat potrzebuję. Zwykle jest to tylko dziennik, ponieważ wiem, że muszę zostawić sobie 10 minut na planowanie. Wypisuję najważniejsze zadania na ten dzień i podejmuję decyzje dotyczące tygodnia, jeśli jest to akurat poniedziałek.

I na koniec ważna rada,

którą mam dla każdej z Was, która chciałaby spróbować.

Bądź dla siebie dobra.

Bądź dla siebie wyrozumiała. Jeśli z jakiegoś powodu położyłaś się trochę za późno, daj sobie rano możliwość przesunięcia trochę pory pobudki. Jeśli któregoś dnia Ci się nie uda i totalnie zaśpisz, nia zadręczaj się z tego powodu. I nie poddawaj. Potraktuj to jako naturalny proces, wyboistą drogę do celu a nie porażkę.

Ale jednocześnie nie ulegaj wymówkom i nie próbuj się usprawiedliwiać. Patrz na to, czego naprawdę potrzebujesz a nie na to jak miło byłoby w pościeli. Każdą decyzję konfrontuj z tym, czy będziesz się z nią czuła dobrze później. Jeśli nie masz sobie nic do zarzucenia i Twoja potrzeba snu jest po prostu ważna dla Twojego samopoczucia, nie traktuj tego jak porażkę, a wręcz przeciwnie. Doceń to, że jesteś wobec siebie szczera i potrafisz się sobą zaopiekować. W końcu prawdopodobnie jest to właśnie Twój nadrzędny cel – chciałaś zrobić coś dobrego dla siebie.

Wczesne wstawanie to sposób, żeby o siebie dbać. Jeśli jednak czasem ważniejsze jest coś innego, to idź za tym. Miej przed oczami swój cel. Wtedy decyzje będą podejmowały się same.

Czy też masz ochotę wstawać rano? A może już to robisz? Podziel się swoimi doświadczeniami oraz pytaniami w komentarzu. Daj mi znać, jeśli nie jestem sama. Odezwij się, jeśli uważasz, że to zupełnie nie dla Ciebie.