Są rzeczy, o których blogerzy rzadko mówią. To osobiste i bardzo delikatne sprawy, jednak z moich obserwacji wynika, że bardzo znamienne dla większości. Myślę, że pisanie o nich jest mało popularne również dlatego, że nikt nie lubi przyznawać się do czegoś, co jest jego słabością. Albo wzrusza, porusza, czy drażni i wkurza (to ostatnie ewentualnie czasem jest jednak godne postu to tu, to tam…).

Moje tajemnice – które właśnie przestały nimi być – to kilka faktów, o których nie dowiedziałam się z żadnej książki, bloga, ani od żadnego blogera osobiście. Fakty pominięte, o których zapomniano mnie uprzedzić. Być może nawet ukrywane…

 

Blogowanie nie zawsze daje satysfakcję.

I nie mówię tu teraz o niezadowoleniu z własnych treści. Właściwie to rzadko mi się to zdarza, bo jeślli już coś publikuję to znaczy, że jestem zadowolona z tego co napisałam. Chodzi raczej o te chwile kiedy napiszesz coś ważnego, otworzysz się bardziej niż zwykle, ale wydaje ci się, że twój tekst jest po prostu rewelacyjny, a tu… cisza. Ludzie może i czytają, ale nie komentują. Jakby w ogóle ich to nie ruszyło, jakby mieli cię w nosie. Dlatego napsałam osobny wpis o blogowych kategoriach, czyli o czym pisać.

 

Bardzo trudno być regularnym w pisaniu postów

a to podstawa do tworzenia dobrego bloga. Jeśli już jednak komuś udaje się pisać regularnie, tak jak sobie założył, to jestem przekonana, że musiał poświęcić temu wiele swojej energii, czasu oraz wiele serca. Motywacja jak w każdym innym działaniu potrafi być wysoka, a potem spaść do minimum. A post powinien pokazać się na blogu tak czy inaczej. Bez wymówek. To trudne.

 

Kryzys pisania na blogu zdarza się częściej niż myślałam,

że się zdarza. Nietrudno w sumie, żeby tak było bo myślałam, że się nie zdarza wcale… Ale nie chodzi mi tu o jakieś małe kryzysy, typu: „nie chce mi się dzisiaj pisać” albo „mój post jest beznadziejny”. Chodzi mi o sytuacje, których się nie spodziewałam, bo myślałam, że mam do blogowania tyle zapału, że nigdy mi się nie skończy, a do tego to o czym chcę pisać nigdy mi się nie znudzi. Czyli o kryzys egzystencjonalny: czy moje blogowanie w ogóle ma sens? Jak sobie z nim radzić – do tej pory nie odkryłam na to recepty.

 

Bloga można sobie pisać w wolnym czasie.

To oczywiście prawda o ile tego wolnego czasu ma się pod dostatkiem. A ile go by nie było dzięki blogowaniu to nie jest już czas wolny. Czas wolny, dzięki blogowaniu zamienia się w czas bardzo zajęty, ulatnia się w tempie ekspresowym i nie zostaje z niego nic… I pomimo, że blogowanie jest bardzo przyjemne i daje mnóstwo satysfakcji to do odpoczywania nie mogę go zaliczyć. Jeśli więc cały swój wolny czas chciałoby się poświęcić blogowaniu to może się szybko skończyć wypaleniem.

 

Jeden komentarz pod postem jest wart więcej niż napisanie całego postu,

którego dotyczy. Oznacza to, że ktoś przeczytał to co napisałam! Żadne, nawet najlepsze statystyki na świecie nie są w stanie mi zagwarantować, że moje posty są czytane. A dzięki komentarzom, nawet tym mało przychylnym, wiem, że tak! Że kogoś to obchodzi, że ja tu siedzę i czasem przez kilka godzin piszę, żeby powstał ten właśnie jeden post.

Z blogerów się śmieją, blogerów jest milion i trochę, a na dodatek 99% z nich chciałoby ale nie umie zarabiać na swoim blogu. Ale to nie ma żadnego znaczenia, bo i tak

bycie blogerem to super uczucie.

A ci, którzy nie mają o blogerach przychylnych opinii jestem pewna, że sami by pisali blogi, gdyby nie to, że nie umieją…

Te „tajemnice” to rzeczy zarówno pozytywne jak i negatywne. A to dlatego, że blogowanie to wielka sprawa. Tak jak praca, zajmowanie się dziećmi, czy uprawianie hobby, a przecież w każdym z powyższych także można znaleźć plusy i minusy. Czy w takim razie gdybym o tym wszystkim wiedziała zanim zaczęłam blogować to pisałabym tak czy inaczej?

Jasne, że tak!