Nie wiem jak Wy ale ja mam dużą potrzebę niezależności. Pomimo tego, że nie żyję sama – wręcz przeciwnie, mam dużą rodzinę – chcę mieć wpływ na swoje życie, oraz na to jak traktuję się sama i jak traktują mnie inni. I uważam, że TAK, MOŻNA żyć na swoich zasadach. jednocześnie żyjąc w małżeństwie, będąc rodzicem, czy pracując na etacie. Spisałam sobie to, co czuję, że powinniśmy wziąć pod uwagę, jeśli nie chcemy poddać się fali wpływu innych, żyjących dookoła nas lub z nami ludzi. Takie wpływy są oczywiście nieuniknione, ale w końcu nikt mnie na koniec nie spyta: czy Twój mąż jest zadowolony z tego jak przeżyłaś swoje życie? Dlatego moje życie, moje zasady. Twardą ręką.

A widzę to tak:

1. Określ swoje życiowe zasady.

Nie ma nic bardziej podstawowego, jeśli chcesz zapanować nad swoim życiem, niż określenie zasad. Bo jak właściwie miałoby wszystko dziać się zgodnie z Twoimi zasadami, jeśli sama byś ich najpierw nie ustaliła? Usiądź w spokoju, weź czystą kartkę i odpowiedz sobie na pytania: Co jest dla mnie ważne? Jakie wartości wyznaję? Jakich granic nigdy nie przekroczę? Spisz swoje zasady i powieś w widocznym miejscu. Ucz się ich i nie bój się pokazać innym. Oni także będą musieli ich przestrzegać jeśli chcą żyć z Tobą.

2. Określ swoje priorytety i cele.

Znając już zasady, którymi kierujesz się w życiu zastanów się teraz nad tym co jest dla Ciebie najważniejsze. Czy dom i rodzina, czy może praca, a może nie wyobrażasz sobie życia bez swojego hobby. Jak chcesz przeżyć swoje życie? Co chcesz robić dziś, jutro, za 20 lat i po drodze? Nie wiesz? To się zastanów. Bo jeśli nie wiesz dokąd idziesz dojdziesz donikąd…

3. Walcz ze swoimi słabościami.

Wszyscy mamy nawyki, z których nie jesteśmy dumni. Czas przyznać się do nich i wytoczyć im wojnę. Oczywiście nie wszystkim na raz! Hola hola! Jeśli chcesz tą wojnę wygrać musisz opracować strategię, przygotować amunicję i uzbroić się w cierpliwość. Najważniejsze jednak, że zrobisz pierwszy krok i powiesz głośno o tym, że czas na zmiany. A potem to już z górki… wystarczy to zrobić.

4. Szanuj swój czas.

Trudno Ci będzie sprostać swoim wymaganiom i realizować życiowe cele, jeśli nie wyrabiasz się na codzień. Jeśli Twoja lista zadań nigdy się nie kurczy, a Ty żyjesz w ciągłym niedoczasie – ZATRZYMAJ SIĘ! Brniesz w złym kierunku. W końcu wszyscy już wiedzą, że żeby coś zmienić, trzeba coś zmienić. Nie oczekuj więc, że kiedyś zobaczysz koniec tego maratonu. Szukaj metod zarządzania czasem, które działają dla Ciebie, wyrób w sobie nowe nawyki, które zwiększą Twoją produktywność. Nie zostawiaj niedokończonych spraw, podobno dwa razy tyle energii kosztuje, żeby do nich potem wrócić.

5. Dbaj o siebie!

W całej tej codziennej gonitwie nie zapominaj o najważniejszym – O SOBIE! Zaplanuj czas dla siebie i konsekwentnie realizuj ten plan. Przestań w końcu powtarzać: „Marzę o SPA, pojadę jak tylko znajdę czas”. To nigdy nie nastąpi! Nie możesz tylko eksploatować swojego ciała i swojej psychiki, obarczać się coraz większą dawką obowiązków i stresu. Nie oczekujesz chyba, że to wytrzymasz? Czas dla siebie MUSI być wpisany murem w kalendarz i niezależny od niczego mniejszego niż trzęsienie ziemi lub fala tsunami. Wybierz to, co relaksuje Cię najbardziej i po prostu regularnie to rób!

6. Ustal z domownikami wspólne zasady i reguły gry.

No chyba, że mieszkasz sama. Wtedy nikogo nie musisz brać pod uwagę. Jednak jeśli chcesz, żeby inni wzięli pod uwagę Ciebie i Twoje zasady – pamiętaj, że oni też mają swoje. Nie będzie to wcale dziwne, jeśli okaże się, że pod jednym dachem mieszkają kompletnie przeciwstawne pary zasad i oczekiwań od życia. Czy da się je pogodzić? Niekoniecznie. Ale na pewno da się je uszanować i dzięki temu nadal będą mogły mieszkać razem.

7. Ułatwiaj sobie życie.

Nie mówię tu o chodzeniu na skróty i wybieraniu łatwiejszych rozwiązań w ważnych życiowych sytucjach. W takich przypadkach pójście na łatwiznę niekoniecznie będzie najlepszym rozwiązaniem. Chodzi mi raczej o momenty w Twojej codzienności, w których niepotrzebnie dodajesz sobie zmartwień i pracy. Na przykład narzekasz, że w domu sprzątasz tylko ty? Przestań. I narzekać i sprzątać. Zamiast tego zaproponuj rodzinną naradę, upiecz smaczne ciasto i przedstaw domownikom propozycję nie do odrzucenia: podział obowiązków. Z konsekwencjami dla tych, którzy się nie wywiązują, które także ustalicie wspólnie. A może nie masz miejsca w szafie albo w szafkach. Cóż, rozwiązanie czai się za rogiem… Zrób pożegnalne party wszystkim niepotrzebnym, nieużywanym i popsutym rzeczom i ciesz się wolną przestrzenią na półkach. Nie utrudniaj sobie, jeśli nie musisz. Zamiast tego uśmiechnij się i szukaj rozwiązania jak to zrobić prościej. Męczennikom nikt nigdy nie dziękuje.

Oraz dodatkowa rada na koniec:

Nie bojkotuj swoich planów i zasad – często największym wrogiem Twojego planu jesteś… Ty sama.

Tak. Masz rację. Trochę oszukałam w tytule. Ale czy napewno przeczytałabyś to wszystko, gdybym uprzedziła, że to nie jest wcale takie proste? Tak naprawdę przeżyć życie zgodnie ze swoimi wartościami to piękny cel ale niekoniecznie łatwy. Tylko co z tego? Czy naprawdę ma być zawsze z górki?