Postanowienia, plany, wyznaczanie celów – z tym kojarzy mi się początek Nowego Roku. Niektórzy to kochają, inni nienawidzą. Wszyscy narzekają, że bywają mało konsekwentni w ich realizowaniu.

Dlaczego często zdarza się, że nie realizujemy naszych planów?
Czemu postanowienia bywają tak krótkoterminowe?
Czy wszystkie nasze cele są rzeczywiście dla nas najlepszymi wyborami?

PLANOWAŁAM ALE KRĘCIŁAM SIĘ W MIEJSCU

Moje noworoczne planowanie jeszcze kilka lat temu przynosiło małe efekty. Planowałam, bo ja po prostu lubię to robić. Wierzę, że plan to połowa sukcesu. Jednak spoglądając wstecz widzę jak niewiele z moich planów zrealizowałam. Jednocześnie dostrzegam jak wiele z rzeczy, które kiedyś bardzo pragnęłam osiągnąć, aktualnie nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Żadnej wartości.

Moje marzenia szybko się dezaktualizowały. Zmieniały lub nawet znikały zupełnie, robiąc miejsce nowym. Kolejne plany początkowo wydawały się świetne ale po upływie chwili czasu często okazywały się równie mało ekscytujące, co poprzednie.

  • W 2005 miałam wielki plan nauki hiszpańskiego. Kupiłam płyty i książkę z rozmówkami.
  • W 2008 planowałam zostać potentatką nieruchomości na wynajem. Sprawdzałam możliwości finansowania i poświęcałam dziesiątki godzin na poszukiwania odpowiednich mieszkań.
  • W 2010 urodził się mój pierwszy syn. Myślałam o otworzeniu kawiarni dla młodych mam. Prowadzeniu warsztatów dla rodziców i zajęć dla dzieci.
  • Jeszcze 2 lata temu chciałam zostać profesjonalnym organizatorem. Ułatwiać życie ludziom zmieniając ich życiową przestrzeń tak, by lepiej im służyła.
  • I wiele, wiele innych…

Każdemu z moich planów poświęciłam masę czasu i energii. Niejednokrotnie także pieniędzy. Dzisiaj żaden z tych planów nie pociąga mnie w najmniejszym stopniu.
Ale nie martwi mnie to wcale, bo dzięki tym poszukiwaniom odnalazłam odpowiedź na niezwykle ważne pytanie. Pytanie, którego tak naprawdę wcale sobie nie zadawałam.

Dlaczego tak się dzieje, że moje cele i plany tak się zmieniają?
Co zrobić, żeby nie tracić czasu na pomysły, które szybko przeminą?
Jak odnaleźć idealny sposób na wykorzystanie nadchodzącego roku, tak, żeby rzeczywiście osiągnąć to, na czym mi zależy?
Żeby pójść do przodu zamiast kręcić się w miejscu?

iuy_3dvm__w-matt-duncan

REALIZUJĘ MARZENIA

Ostatnie dwa lata są dla mnie najlepszymi latami pod względem planowania i realizowania moich celów. Widzę stały postęp, pomimo, że czasu mam mniej niż kiedykolwiek wcześniej. Widzę go nie tylko ja – wiele osób, które zna mnie mniej lub bardziej, gratuluje mi efektów mojej pracy. Pomimo, że poruszam się bardzo powoli, jest jasne i wyraźne dla każdego postronnego obserwatora, że poruszam się w konkretnym kierunku. Ale to nie z efektów jestem najbardziej dumna. Największym szczęściem przepełnia mnie poczucie, że jestem dokładnie tam i robię dokładnie to, co powinnam. Przepełnia mnie poczucie spełnienia, chociaż do celu jeszcze daleko.

Dzieje się tak dlatego, że odkryłam różnicę pomiędzy celami opartymi na aktualnych moich pragnieniach a celami opartymi na moich pragnieniach ostatecznych. Na wizji mojego wymarzonego, idealnego życia.

Dwa lata temu zaczęłam wyobrażać sobie jak chcę żyć, jak chcę żeby wyglądała moja codzienność. Najpiękniejsza jaką mogę sobię wyobrazić. Tak piękna, że aż na pozór nierealna.

Potrzebne było do tego mnóstwo odwagi – bo jak uwierzyć, że możliwe jest coś, co do tej pory było mżonką? W coś, z czego sama po cichu się śmiałam.

Musiałam pozwolić sobie na marzenia. Takie jak kiedyś, kiedy jeszcze byłam dzieckiem, niczym nie ograniczone, nie zmącone wątpliwością, niewiarą w siebie, doświadczeniami z „prawdziwego” życia, strachem co pomyślą o nich ludzie.

Z moich marzeń, tych już dorosłych, narodziła się wizja życia jakiego naprawdę pragnę. Cudownego, może nawet trochę zbyt wspaniałego. Ale ne poprawiłam jej, nie „urealniłam”, zostawiłam taką magiczną, upragnioną, jak ze snu.

Ta wizja to mój cel ostateczny. Od tamtej pory to na nim opieram wszystkie moje plany i cele. Dzięki niemu wszystko co robię nabrało sensu. W miarę upływu czasu moja wizja przestała już być taka surrealistyczna. Rosła moja wiara. Teraz nie widzę w niej niczego, czego nie mogłabym osiągnąć, pomimo, że nadal jest onieśmielająco wielka. Stała się moją przyszłością.

moja teraźniejszość to po prostu kolejny krok, który robię pewnie i odważnie w jej kierunku. Chociaż nie bez lęku. Wręcz przeciwnie. Boję się wielu rzeczy. I nie bez gorszych chwil. Moje życie nie stało się nagle niczym nie zmąconym pasmem sukcesów i wspaniałych dni. W zasadzie z pozoru niewiele się zmieniło. Nadal mam różne problemy, małżeńskie kłótnie, finansowe kryzysy, trudne sytuacje z dziećmi i rodziną, tragedie i porażki. Jednak to wszystko ma teraz dla mnie zupełnie inny sens:

Jest częścią mojej drogi w kierunku, który sama sobie wyznaczyłam.

xlyhxrqruom-tyson-dudley

DROGA DONIKĄD

Dlatego noworoczne planowanie, oparte na tym co wydaje mi się ważne dla mnie, mojej rodziny i mojego biznesu dzisiaj 1 stycznia jest dla mnie nic nie wartą stratą czasu.

Nawet gorzej, to droga, która prowadzi donikąd. To krok do tyłu, bo nie wykorzystując w pełni kolejnego roku, mogę śmiało powiedzieć, że jestem rok w plecy. Kolejny rok, który nie przybliżył mnie do tego, co najważniejsze.

NOWA RZECZYWISTOŚĆ

Idąc za naszymi ostatecznymi celami otwiera się dla nas zupełnie nowa rzeczywistość. Świat rozkłada przed nami rozwiązania, ludzi, pomysły, możliwości, które są nam potrzebne. Wszystko co robimy układa się w odpowiedniej kolejności i dostosowuje do naszych możliwości. Nie dzieje się to samo ale wiedza i doświadczenie przychodzą do nas naturalnie.

Wystarczy podążać w stronę horyzontu, za którym kryje się nasz wspaniały sen.

JAKI JEST TWÓJ?